20-01-2012, 13:27
No coz... Ja pytalem o podejscie "ortodoksyjne". Jedna lampa, sygnal wejsciowy podawany na siatke, wyjscie podlaczone do anody. Bez przekraczania zalecanych wartosci. Wychodze z zalozenia, ze lampki trzeba szanowac. Nie chodzi tylko o kwestie finansowe, koszt zakupu kolejnej na miejsce przeciazonej - tych wyprodukowanych przed kilkoma dekadami przeciez juz nie przybedzie...
Po prostu chcialbym wiedziec jak orientacyjnie okreslic spodziewana moc na wyjsciu dla okreslonej czestotliwosci, przy zachowaniu zalecanych parametrow pracy, w oparciu o dane z karty katalogowej. Chodzi mi o rzad wartosci: na tej lampie pare watow, na tej kilkanascie, na tamtej kilkadziesiat, a z tej wycisniesz co najwyzej jednego wata.
Moge zapytac co miales na mysli piszac o trudnosciach zwiazanych z malymi lampkami? Znow nie chodzilo mi o wyciaganie z nich ostatnich elektronow, przegrzewanie anody do granic wytrzymalosci i wyciskanie mocy przekraczajacej to, co zakladala fabryka. Ot, po prostu takie lampowe Pixie albo Tuna Tin.
Po prostu chcialbym wiedziec jak orientacyjnie okreslic spodziewana moc na wyjsciu dla okreslonej czestotliwosci, przy zachowaniu zalecanych parametrow pracy, w oparciu o dane z karty katalogowej. Chodzi mi o rzad wartosci: na tej lampie pare watow, na tej kilkanascie, na tamtej kilkadziesiat, a z tej wycisniesz co najwyzej jednego wata.

Moge zapytac co miales na mysli piszac o trudnosciach zwiazanych z malymi lampkami? Znow nie chodzilo mi o wyciaganie z nich ostatnich elektronow, przegrzewanie anody do granic wytrzymalosci i wyciskanie mocy przekraczajacej to, co zakladala fabryka. Ot, po prostu takie lampowe Pixie albo Tuna Tin.

