23-11-2011, 21:31
Jeśli już mówimy o żeglarstwie... Kilkanaście lat dorabiałem w różnych ośrodkach jako instruktor, sporo widziałem. Zmiana przepisów i pozwolenie aby nieszkoleni ludzie brali na siebie odpowiedzialność za życie załogi - to tragedia. Jeszcze większa tragedia dla rodziców którzy w dobrej wierze puszczają dzieci na wypady, a one wsiadają na łódki prowadzone przez kogoś komu się wydaje że wszystko umie. Na obozach zawsze wymuszałem u instruktorów aby egzamin rozpoczynał się pierwszego dnia - a egzamin oficjalny robiliśmy fikcyjny. Oceny były przygotowane wcześniej na podstawie kilkutygodniowej obserwacji odpowiedzialności delikwenta. Zdawała mniej niż połowa. Nie możemy tego porównywać do egzaminu krótkofalarskiego - inna skala niebezpieczeństwa utraty życia. Tamte lata były dobre. W naszym klubie wymagano 3 lata praktyki na patent żeglarza, potem trzy lata na sternika. Żeglowaliśmy po Wiśle pomiędzy Sandomierzem, a Tarnobrzegiem. Kto pływał po rzece wie czym to pachnie.
73 JERZY SQ9RFC

