12-12-2012, 15:52
Relacja Krzysztofa SQ5NWI
.........................................................................................................................
Od pierwszej informacji o Reaktywacji wiedziałem, że chcę w tym uczestniczyć, ale musiało upłynąć kilka miesięcy zanim wszystkie
zmienne przyjęły wartości sprzyjające i równanie z niewiadomą - kiedy - dało się rozwiązać.
Umówiliśmy się z Pawłem SQ5STS trzy tygodnie przed 11 grudnia.
Miałem po prostu być i przynieść ze sobą PMRki. OK, wpisałem do kalendarza, bo pamięć już nie ta...
Jest 11 grudnia po południu. Siedzę w pracy na rozmowie z szefem. Dzwoni Paweł...
- Rafał (szef) przepraszam, to ważne, muszę odebrać.
- Będziesz?
- Chciałem Cię złapać na Skype, ale...
- Będziesz?
- Zamierzam być. (zbędna rezerwa, no ale trzeba dojechać, zawsze może się coś stać po drodze)
- OK. Możesz coś wydrukować?
- Jeśli czarno-białe to tak.
- Czarno-białe - alfabet Morse'a, same litery. Po dwa komplety na stronę A4. 10 kartek.
- OK, nie ma problemu.
- Super. Do zobaczenia.
... jeszcze próbujemy się zgrać na wspólny dojazd, ale jednak nie da rady - każdy jedzie oddzielnie.
- Cześć.
To już za ok. dwie godziny zaczynamy!
Po wyjściu od szefa drukuję kartki z kropkami i kreskami. Robię coś jeszcze w ramach obowiązków służbowych - dochodzi 15:50 - lecę.
Dojazd bez problemu - tuż po 16:30 jestem na miejscu - pierwsze wrażenie - ale wypas... w parku otaczającym budynek jest mnóstwo
miejsca dla powieszenia anten. :-)
Jeszcze z daleka widzę, że Paweł (widziałem go wcześniej tylko na zdjęciach) poszedł właśnie na górę. Przed budynkiem moją uwagę
zwraca Land Rover z anteną wystającą nad dachem - pewnie CB, ale to auto jakieś takie "dla krótkofalowca" no i ta rejestracja ZK...
W drzwiach dogania mnie jego właściciel, rosły gość z dwiema technicznymi walizkami - to musi być ktoś z naszych.
Rzuca do ochroniarza, że on jest tym trzecim, więc ja, że pewnie będę tym czwartym.
Robimy szybkie "QSO" Roman SP1GZL - Krzysiek SQ5NWI i po ujawnieniu swoich tożsamości Panu z ochrony lecimy na górę.
Spotykam tam w końcu twarzą w twarz Pawła. Jest też Piotrek SQ5FLP - jego pamiętam m.in. z jednej z pierwszych wizyt w 37 Oddziale
Terenowym PZK w 2007 lub 2008 roku - kupił wtedy i testował Icoma IC-7000.
Paweł z Romanem znikają gdzieś na zewnątrz. W końcu udaje mi się ich zlokalizować.
Paweł... macha wędką. Wiadomo, zarzuca odciągi do anteny na drzewo, ale osoby postronne chyba są bliskie pukania się w czoło -
wędka, tutaj, na mrozie?
Idę go zastąpić i pomóc Romanowi. Paweł musi poustawiać zabawki potrzebne do doświadczeń.
Antena wisi idziemy na górę - dzieci się schodzą.
Pomieszczenie jest niewielkie, dzieci kilkanaścioro. Pogodne, sympatyczne, w większości zaciekawione co tu się wyrabia.
Są... zwyczajne. Przyszło mi do głowy, że zupełnie takie jak moje własne. Ta myśl od razu skróciła dystans między nami -
przynajmniej dla mnie.
Rozpoczynamy - Paweł zagaja o krótkofalowcach, przedstawia ogólny plan zajęć.
Zaczynamy od fizyki - będzie tylko pół godziny, bo kolacja już prawie gotowa. Mimo to słyszę - "Pół godziny? Nie może być krócej?".
No ładnie, audytorium już wymięka, a jeszcze nic nie było...
Paweł jednak stawia na wizualizację i interaktywność.
Po krótkim wstępie teoretycznym popartym kilkoma slajdami zaprasza do stolika i rozpoczyna doświadczenia.
Zainteresowanie rośnie, pojawiają się pytania - to wiarygodny wskaźnik zaangażowania słuchających.
Łuk elektryczny który bezprzewodowo zapala neonówkę i klucz telegraficzny, który bez fizycznego połączenia z galwanometrem powoduje
jego wychylenie dzięki indukcji elektromagnetycznej efektownie kończą serię eksperymentów.
Dowiedzieliśmy się, że zasada działania radia jest właściwie niesamowicie prosta, skoro udało się je właśnie zmontować z dwóch
cewek, klucza i zasilacza...
Dzieci poszły na kolację - szykujemy się do następnej części. Normalnie byłoby jeszcze sporo fizyki, ale jest dość późno - idziemy
dalej - konkurs telegraficzny.
Tylko czy wrócą? Wiedzą, że nie muszą...
Wracają - niemal wszyscy!
Krótki nieplanowany pokaz wizualizacji korespondentów Pawła oznaczonych na mapie świata w Google Earth.
Narzędzie świetnie przemawiające do wyobraźni, a liczba stacji zaznaczonych robi wrażenie połączone z niedowierzaniem.
Oglądamy zdjęcia satelitarne rejonu pracy kilku ciekawych stacji na małych wyspach czy Antarktydzie, a także imponującą antenę
kierunkową jednego z kolegów w Warszawie. ;-)
Czas na konkurs z nagrodami.
Hasło chipsy i cola - sprawdzone już nie raz - robi swoje! Chcą się bawić i chcą wygrywać!
Roman siada do klucza i nadaje kilka razy "A" dla objaśnienia co słyszymy i jak słuchać.
Chwilę potem do odgadnięcia jedna litera, potem druga. Idzie gładko, więc teraz dwie litery jedna po drugiej.
Trudniej, ale dają radę.
Romka trzeba upominać, żeby nadawał wolniej bo się za łatwo rozkręca do 20WPM i wyżej.
W końcu słowo trzyliterowe - jest trudno. Orłem okazuje się Dawid. Jeden z młodszych na sali, ale cola jest jego - to nie wiek się
liczy.
Teraz szansa dla kolejnych jednak idzie jak po grudzie. Zaczyna robić się zamęt, zgadywanie, u niektórych zniechęcenie.
Ktoś zgaduje - znów nagroda.
Dawid przemyślał sprawę i wymienia colę na chipsy ;-). W tzw. międzyczasie znowu odczytuje poprawnie kolejne słowo, ale nagrodę już
raz dostał - na drugą w tym konkursie szansę mają inni.
Widać, że jest bardzo trudno, literki się mylą, słowa takie jak OKA czy TAN powodują protesty, bo co to za słowa w ogóle są?!
Powoli emocje jednak stygną kolejne nagrody trafiają do zwycięzców - również dziewcząt. Weronika, Monika... Robert zawiedziony, bo
odgadł słowo, które w formie kropek i kresek Piotrek zaczął zapisywać na tablicy - widzieli to wszyscy, ale Robert pierwszy podał
całość - lecz nagrody nie dostał, bo praca niesamodzielna...
Telegrafia wymęczyła wszystkich uczestników. Narzekali, że trudne, ale przecież w końcu dawali radę, choć próbowali pierwszy raz w
życiu usłyszeć co to pikanie znane może z filmów czy dzwonków w telefonach komórkowych oznacza. Roman ich nie oszczędzał serwując
14-16WPM i krótkie odstępy między znakami.
Teraz byłby czas na konkurs nasłuchowy, ale czas goni - siadamy do łączności.
Najpierw przygotowanie na sucho, kartki ze schematem łączności do uzupełnienia własnym imieniem, literowanie, prezentacja przebiegu
łączności bez radia i... Paweł rozpoczyna CQ na 80m.
Wiktoria, a potem Weronika proszą o pomoc w wypełnieniu formularza, a tam już pierwsze zgłoszenie korespondenta. Słychać bardzo
słabo, duże zakłócenia.
Robert jednak próbuje. Trema wielka, ale nadaje. Brakuje tchu, ręce się trzęsą...
Poszło w eter. Jest odpowiedź!
Trzeba powtórzyć, bo nie wszystko doleciało. Za drugim razem więcej "pary" w płucach i jest! Pierwsze pełne QSO zrobione!
Do radia siadają kolejne dzieci - robią swoje pierwsze łączności. Robert chce jeszcze raz - tym razem idzie z dobrym raportem i
bardzo sprawnie.
Damian, Weronika i inni.
Namawiam Klaudię, która po wieczornej toalecie przyszła i szczotkując włosy przysłu***
.........................................................................................................................
Od pierwszej informacji o Reaktywacji wiedziałem, że chcę w tym uczestniczyć, ale musiało upłynąć kilka miesięcy zanim wszystkie
zmienne przyjęły wartości sprzyjające i równanie z niewiadomą - kiedy - dało się rozwiązać.
Umówiliśmy się z Pawłem SQ5STS trzy tygodnie przed 11 grudnia.
Miałem po prostu być i przynieść ze sobą PMRki. OK, wpisałem do kalendarza, bo pamięć już nie ta...
Jest 11 grudnia po południu. Siedzę w pracy na rozmowie z szefem. Dzwoni Paweł...
- Rafał (szef) przepraszam, to ważne, muszę odebrać.
- Będziesz?
- Chciałem Cię złapać na Skype, ale...
- Będziesz?
- Zamierzam być. (zbędna rezerwa, no ale trzeba dojechać, zawsze może się coś stać po drodze)
- OK. Możesz coś wydrukować?
- Jeśli czarno-białe to tak.
- Czarno-białe - alfabet Morse'a, same litery. Po dwa komplety na stronę A4. 10 kartek.
- OK, nie ma problemu.
- Super. Do zobaczenia.
... jeszcze próbujemy się zgrać na wspólny dojazd, ale jednak nie da rady - każdy jedzie oddzielnie.
- Cześć.
To już za ok. dwie godziny zaczynamy!
Po wyjściu od szefa drukuję kartki z kropkami i kreskami. Robię coś jeszcze w ramach obowiązków służbowych - dochodzi 15:50 - lecę.
Dojazd bez problemu - tuż po 16:30 jestem na miejscu - pierwsze wrażenie - ale wypas... w parku otaczającym budynek jest mnóstwo
miejsca dla powieszenia anten. :-)
Jeszcze z daleka widzę, że Paweł (widziałem go wcześniej tylko na zdjęciach) poszedł właśnie na górę. Przed budynkiem moją uwagę
zwraca Land Rover z anteną wystającą nad dachem - pewnie CB, ale to auto jakieś takie "dla krótkofalowca" no i ta rejestracja ZK...
W drzwiach dogania mnie jego właściciel, rosły gość z dwiema technicznymi walizkami - to musi być ktoś z naszych.
Rzuca do ochroniarza, że on jest tym trzecim, więc ja, że pewnie będę tym czwartym.
Robimy szybkie "QSO" Roman SP1GZL - Krzysiek SQ5NWI i po ujawnieniu swoich tożsamości Panu z ochrony lecimy na górę.
Spotykam tam w końcu twarzą w twarz Pawła. Jest też Piotrek SQ5FLP - jego pamiętam m.in. z jednej z pierwszych wizyt w 37 Oddziale
Terenowym PZK w 2007 lub 2008 roku - kupił wtedy i testował Icoma IC-7000.
Paweł z Romanem znikają gdzieś na zewnątrz. W końcu udaje mi się ich zlokalizować.
Paweł... macha wędką. Wiadomo, zarzuca odciągi do anteny na drzewo, ale osoby postronne chyba są bliskie pukania się w czoło -
wędka, tutaj, na mrozie?
Idę go zastąpić i pomóc Romanowi. Paweł musi poustawiać zabawki potrzebne do doświadczeń.
Antena wisi idziemy na górę - dzieci się schodzą.
Pomieszczenie jest niewielkie, dzieci kilkanaścioro. Pogodne, sympatyczne, w większości zaciekawione co tu się wyrabia.
Są... zwyczajne. Przyszło mi do głowy, że zupełnie takie jak moje własne. Ta myśl od razu skróciła dystans między nami -
przynajmniej dla mnie.
Rozpoczynamy - Paweł zagaja o krótkofalowcach, przedstawia ogólny plan zajęć.
Zaczynamy od fizyki - będzie tylko pół godziny, bo kolacja już prawie gotowa. Mimo to słyszę - "Pół godziny? Nie może być krócej?".
No ładnie, audytorium już wymięka, a jeszcze nic nie było...
Paweł jednak stawia na wizualizację i interaktywność.
Po krótkim wstępie teoretycznym popartym kilkoma slajdami zaprasza do stolika i rozpoczyna doświadczenia.
Zainteresowanie rośnie, pojawiają się pytania - to wiarygodny wskaźnik zaangażowania słuchających.
Łuk elektryczny który bezprzewodowo zapala neonówkę i klucz telegraficzny, który bez fizycznego połączenia z galwanometrem powoduje
jego wychylenie dzięki indukcji elektromagnetycznej efektownie kończą serię eksperymentów.
Dowiedzieliśmy się, że zasada działania radia jest właściwie niesamowicie prosta, skoro udało się je właśnie zmontować z dwóch
cewek, klucza i zasilacza...
Dzieci poszły na kolację - szykujemy się do następnej części. Normalnie byłoby jeszcze sporo fizyki, ale jest dość późno - idziemy
dalej - konkurs telegraficzny.
Tylko czy wrócą? Wiedzą, że nie muszą...
Wracają - niemal wszyscy!
Krótki nieplanowany pokaz wizualizacji korespondentów Pawła oznaczonych na mapie świata w Google Earth.
Narzędzie świetnie przemawiające do wyobraźni, a liczba stacji zaznaczonych robi wrażenie połączone z niedowierzaniem.
Oglądamy zdjęcia satelitarne rejonu pracy kilku ciekawych stacji na małych wyspach czy Antarktydzie, a także imponującą antenę
kierunkową jednego z kolegów w Warszawie. ;-)
Czas na konkurs z nagrodami.
Hasło chipsy i cola - sprawdzone już nie raz - robi swoje! Chcą się bawić i chcą wygrywać!
Roman siada do klucza i nadaje kilka razy "A" dla objaśnienia co słyszymy i jak słuchać.
Chwilę potem do odgadnięcia jedna litera, potem druga. Idzie gładko, więc teraz dwie litery jedna po drugiej.
Trudniej, ale dają radę.
Romka trzeba upominać, żeby nadawał wolniej bo się za łatwo rozkręca do 20WPM i wyżej.
W końcu słowo trzyliterowe - jest trudno. Orłem okazuje się Dawid. Jeden z młodszych na sali, ale cola jest jego - to nie wiek się
liczy.
Teraz szansa dla kolejnych jednak idzie jak po grudzie. Zaczyna robić się zamęt, zgadywanie, u niektórych zniechęcenie.
Ktoś zgaduje - znów nagroda.
Dawid przemyślał sprawę i wymienia colę na chipsy ;-). W tzw. międzyczasie znowu odczytuje poprawnie kolejne słowo, ale nagrodę już
raz dostał - na drugą w tym konkursie szansę mają inni.
Widać, że jest bardzo trudno, literki się mylą, słowa takie jak OKA czy TAN powodują protesty, bo co to za słowa w ogóle są?!
Powoli emocje jednak stygną kolejne nagrody trafiają do zwycięzców - również dziewcząt. Weronika, Monika... Robert zawiedziony, bo
odgadł słowo, które w formie kropek i kresek Piotrek zaczął zapisywać na tablicy - widzieli to wszyscy, ale Robert pierwszy podał
całość - lecz nagrody nie dostał, bo praca niesamodzielna...
Telegrafia wymęczyła wszystkich uczestników. Narzekali, że trudne, ale przecież w końcu dawali radę, choć próbowali pierwszy raz w
życiu usłyszeć co to pikanie znane może z filmów czy dzwonków w telefonach komórkowych oznacza. Roman ich nie oszczędzał serwując
14-16WPM i krótkie odstępy między znakami.
Teraz byłby czas na konkurs nasłuchowy, ale czas goni - siadamy do łączności.
Najpierw przygotowanie na sucho, kartki ze schematem łączności do uzupełnienia własnym imieniem, literowanie, prezentacja przebiegu
łączności bez radia i... Paweł rozpoczyna CQ na 80m.
Wiktoria, a potem Weronika proszą o pomoc w wypełnieniu formularza, a tam już pierwsze zgłoszenie korespondenta. Słychać bardzo
słabo, duże zakłócenia.
Robert jednak próbuje. Trema wielka, ale nadaje. Brakuje tchu, ręce się trzęsą...
Poszło w eter. Jest odpowiedź!
Trzeba powtórzyć, bo nie wszystko doleciało. Za drugim razem więcej "pary" w płucach i jest! Pierwsze pełne QSO zrobione!
Do radia siadają kolejne dzieci - robią swoje pierwsze łączności. Robert chce jeszcze raz - tym razem idzie z dobrym raportem i
bardzo sprawnie.
Damian, Weronika i inni.
Namawiam Klaudię, która po wieczornej toalecie przyszła i szczotkując włosy przysłu***

